staramiłość
1

Tylko jedno pytanie.

Ona. Poznasz Ją po tym, że siedząc przy barze sączy drinka tylko po to, żeby ukryć swoje biegające oczy. Zakłada nogę na nogę, by pokazać elegancję i klasę, bo na początku tak wypada. Takie są reguły tej gry, a ona już przeszła wiele poziomów. Nie obawia się o zwycięstwo, bo wie, że ma je w tej drobnej kieszeni na dekolcie obcisłej czerwonej sukienki.

On. Poznasz Go po tym, że wystarczająco wiele razy przeczytał o tym, że pewność siebie u mężczyzny jest kluczem do sukcesu, by teraz tego nie wykorzystać. Jak już złapie Jej spojrzenie, to przetrzyma do końca. Będzie mówił rzeczy, których nie myśli i patrzył w oczy, których nie szanuje.

Wiem, bo byłem Nim. I nie raz widziałem Ją.

Teraz jestem sobą. Przynajmniej tak mi się wydaje. Czasami w myślach bywam jeszcze kimś innym, ale tylko chwilami, jak się pogubię. Dziś spotykam się z Weroniką. Jestem w mieście, więc postanowiłem do niej zadzwonić. Czasami zdarza mi się tęsknić za tym, jak kiedyś potrafiłem się śmiać, i trochę liczę na to, że ona mi o tym przypomni. A później udowodni, że nadal potrafię.

Wybieramy cichą kawiarenkę w rogu, na skrzyżowaniu dwóch ulic. Na początku trochę boję się, że rozmowa nie będzie się kleić, ale zanim zdążę do końca podnieść wzrok, już widzę uśmiech Weroniki. Jest taki, jakim go zapamiętałem. Szczery, niewymagający i ciepły. Nie pamiętam, jak zaczyna się rozmowa, ale wiem, że mimo że wydaje mi się, że nie potrzebuję alkoholu, w pewnym momencie proszę ją o zmianę lokalu. Potrzebuję większej przestrzeni, może jednak piwa po to, żeby czuć się jeszcze lepiej. Chcę z korzystać z tej chwili. Czas ucieka. Pierwszy raz od paru lat czuję, że ktoś mnie ceni, jak opowiadam o sobie. To mnie ośmiela, żeby mówić więcej. Ostatnio awansowałem, ale dopiero teraz, kiedy mogę o tym powiedzieć, czuję prawdziwą dumę i radość z tego. Zamieniam piwo na wódkę, ale Weronika pozostaje niewzruszona. Nie pije, tak jak zawsze. Twierdzi, że po prostu tego nie potrzebuje, ale nie ocenia w tym względzie innych. To na niej po raz pierwszy zbudowałem porządnie pewność siebie. Weronika uparła się kiedyś na mnie. Mogła robić cokolwiek innego w sobotnie wieczory, ale wybierała spędzanie ich ze mną. Mogła mówić komukolwiek „Poradzisz sobie.”, ale mówiła to mnie zawsze wtedy, kiedy potrzebowałem. Mogła być z kimkolwiek, ale chciała być ze mną. Ja za to nie chciałem ani tych wieczorów, ani innych poranków, ani tych dwóch słów wsparcia. Chciałem tylko uwierzyć, że jestem zajebistym facetem i ona, będąc zajebistą dziewczyną, właśnie na to mi pozwoliła. I na tym oparłem całą swoją pewność siebie, mimo że od dawna już nie wiedziałam, co dzieje się aktualnie u Weroniki.

Pokazuje mi stare zdjęcia z liceum, i jeszcze trochę ze studiów. Ogarnia mnie dziwne uczucie, jakbym właśnie wrócił do domu. Jeszcze tylko parę wspomnień, parę uśmiechów, parę łyków i ostatnia szybka kalkulacja. Prawie mam odwagę, żeby zadać Jej to pytanie. To, które chciałem zadać przez te wszystkie lata, bo tak bardzo mnie intrygowało i trzymało w dobrym porządku moją upragnioną pewność siebie. To pytanie, po którym wiele się spodziewałem i dlatego jakoś dziwnie się go bałem.

– Weronika, co ty we mnie widziałaś?

Nie przestając patrzeć mi w oczy, od razu zaczyna się szeroko uśmiechać.

– No właśnie kurwa nie wiem.

  • „Nie obawia się o zwycięstwo, bo wie, że ma je w tej drobnej kieszeni na dekolcie obcisłej czerwonej sukienki.” dobre 😉